Czy przesuwanie śniegu to odśnieżanie?

Zawsze gdy spadnie więcej śniegu, przyjeżdża ten sam cyrk: paraliż ruchu (bo właściwe służby standardowo zaskoczone, zwłaszcza drogowcy – czy kiedykolwiek byli naprawdę gotowi?), sensacja w mediach (no przecież pierwszy taki opad i tak utrudnia życie ludziom), wypadki, urazy i wiele złych emocji. Dopiero na następny dzień da się w miarę poruszać, choć i to nie jest regułą – najlepszym (i czasem jedynym) odśnieżaczem bywa dopiero odwilż.

Rokroczne sztandarowe metody walki z białym puchem to:
1. sypanie solą drogową – skuteczny środek, ale niestety szkodzi otoczeniu, np. roślinom, ubraniom, butom, lakierom aut
2. sypanie piaskiem – dość skuteczny środek, bo zapewnia przyzwoitą przyczepność
3. przesuwanie – zwłaszcza pługami i łopatami, jednak to metoda najbardziej chybiona.

Przesuwanie nigdy nie zabiera całego śniegu i paradoksalnie pozostały bywa bardziej śliski niż nieruszony – zwłaszcza jeśli pierwszy zamarznie, co zdarza się dość często. Ślizgawka to może atrakcja dla łyżwiarzy (tych jednak mało wśród zimowych uczestników ruchu), ale dla zwykłych pieszych czy kierowców raczej nie. Przesuwanie jest bezradne wobec lodu. Na chodnikach nie z kostki brukowej (kładzionych głównie dekady temu) można kruszyć go specjalnymi motykami, ale na tych z niej (obecnie mnóstwo) nie – grozi to jej uszkodzeniem. W sieci pojawił się co prawda pomysł sypania chodników fusami z kawy, ale problem w tym, że te po odwilży będą śmieciami roznoszonym przez chodzenie i wiatr.

Poza tym pługi na drogach publicznych – garnąc przed sobą dużo śniegu z czasem sporą prędkością, „wzbogaconego” o brud z jezdni – mogą zrobić krzywdę pieszym czy pojazdom. Za wolno jednak też nie mogą jechać, bo nie dałyby rady pchać takiej ilości. Pługi utrudniają także dostęp do wielu miejsc wałami śniegu, które zostawią po bokach. Ostatnie doczekało się nawet historii o domku w górach – śmiesznej może dla części odbiorców (uwaga: wulgaryzmy), ale jej uczestnika niekoniecznie.

Jednocześnie co rusz mówi się o wielkich kwotach pieniędzy wydawanych przez gminy na przesuwanie. I co z tego, skoro efekt jest stale ten sam – (czasem duże) trudności w ruchu zimą w części miejsc?

Rozwiązaniem jest wydawać te pieniądze na odśnieżanie – prawdziwe usuwanie białego puchu, z definicji, a nie jego przesuwanie, które spycha problem gdzie indziej. Dobre w tym celu mogą okazać się chlorek magnezu czy Lodołamacz (lodolamacz.eu – strona środka, dużo informacji), które rozpuszczają śnieg i lód (stąd pomogą też na marznące opady), powstrzymują je jeszcze przez pewien czas po rozsypaniu i są przyjazne otoczeniu w przeciwieństwie do soli drogowej. Uwzględniając koszt całości (w tym napraw szkód po soli) mogą być nawet dużo tańsze od sypania nią, a także piaskiem i przesuwania. Nie wystarczą jednak właściwe substancje. Ku przyczepności dróg i chodników właściwe służby muszą także sypać je odpowiednio wcześniej przed spodziewanymi opadami śniegu i/lub mrozem. Zacząć w ich trakcie to często za późno i przyczyna paraliżu ruchu.

Biolog Lipton o koronawirusie

Zamiast szerzyć kolejną dawkę paranoi o koronawirusie amerykański biolog Bruce Lipton postanowił nieco inaczej potraktować temat. W tym wpisie tłumaczenie jego tekstu z https://globalhealthclinics.co.nz/coronavirus-do-not-fear-the-bogeyman/

 

Bruce Lipton, zdjęcie z https://www.brucelipton.com/about

 

Koronawirus: nie bójcie się postrachu

10 marca 2020

Droga rodzino miłości i poszukiwacze z całego świata,

świat panicznie boi się teraz strasznego koronawirusa. Najpierw ustalmy jednak pewien fakt: jeśli kiedykolwiek mieliście przeziębienie lub grypę, mogły być one skutkiem zarażenia tym wirusem. Tak, koronawirusy powodują przeziębienia.

Mimo to wpaja się nam przekonanie, że ten konkretny wirus jest „śmiertelny”. Związany z tym lęk spowodował odwołanie koncertów, konferencji i ważnych wydarzeń publicznych na całym świecie. Ten lęk doprowadził do kwarantanny i rezygnacji z podróży w wielu krajach. Doprowadził nawet do poważnego niedoboru papieru toaletowego w Australii, gdzie przestraszeni obywatele oczyścili sklepowe półki z tego artykułu oczekując, że infekcja zamuruje ich w domach.

A jak śmiertelny jest ten wirus? Wykryto związane z nim przypadki śmiertelne, a statystyki sugerują, że ok. 2% zarażonych osób umiera. Wow! To prawie o 1% więcej niż zgony przypisywane jakiejkolwiek typowej grypie gdziekolwiek na świecie. Zwodniczy jest lęk, że każdy nosiciel tego wirusa może umrzeć na przeziębienie. To po prostu bzdura! Zdrowie prawie wszystkich ofiar koronawirusa było w złym stanie jeszcze zanim zostali nim zarażeni.

Przykładowo wiadomości podały coś takiego o 6 pacjentach, którzy zmarli z powodu wirusa w stanie Waszyngton w zeszłym tygodniu (pogrubiony druk dodałem ja):

Stan Waszyngton

Sześć osób zmarło w Waszyngtonie, a łącznie odnotowano 18 przypadków.

Cztery z przypadków w hrabstwie King były związane z domem spokojnej starości Life Care w Kirkland. Ponad 50 pensjonariuszy i obsługa placówki są obecnie badani.

Przypadki śmiertelne ogłoszone w poniedziałek obejmowały:
– pensjonariusza Life Care po 70-tce. Miał problemy zdrowotne (zwiększoną podatność na wirusa, np. przez astmę) i zmarł w niedzielę
– pensjonariuszkę Life Care po 70-tce. Także miała problemy zdrowotne i zmarła w niedzielę
– kobietę po 80-tce, która przebywała już w stanie krytycznym w szpitalu EvergreenHealth. Zmarła w niedzielę
– pacjenta EvergreenHealth z hrabstwa Snohomish, którego szczegółów nie podano.

Dwa poprzednie przypadki dotyczyły:
– mężczyzny po 70-tce z problemami zdrowotnymi, byłego pensjonariusza Life Care. Zmarł w EvergreenHealth 29 stycznia
– mężczyzny po 50-tce z problemami zdrowotnymi. Przyjęto go z poważnymi kłopotami z układem oddechowym i wykryto u niego wirusa. Zmarł w szpitalu EvergreenHealth w Kirkland.

Jak podkreślono w wiadomościach, zdrowie wszystkich zmarłych na koronawirusa było już w złym stanie. Zdrowi mają przez tego wirusa objawy przeziębienia i grypy, a chorzy mogą spotkać kostuchę. Chorujące osoby są bardziej podatne na niego, zaś zdrowe naprawdę nie mają się czego bać.

Jak pokazano w książce “The Biology of Belief” (“Biologia przekonań”), stres odpowiada za nawet 90% chorób, w tym serca, raka i cukrzycę. U człowieka w stanie stresu wydzielanie hormonów stresu, np. kortyzolu, wyłącza układ odpornościowy, żeby przeznaczyć energię ciała na ucieczkę od stresującego bodźca. Hormony stresu tak skutecznie osłabiają układ odpornościowy, że lekarze leczniczo podają biorcom organów z przeszczepów hormony stresu, żeby zapobiec odrzuceniu przeszczepu przez ich układ odpornościowy.

Wniosek jest jasny: lęk przed koronawirusem jest bardziej śmiertelny niż sam wirus!

Media (być może razem z przemysłem farmaceutycznym) psują zdrowie ludziom przez kampanię lęku! To skutek negatywnego myślenia (efektu nocebo), które jest całkowitym przeciwieństwem efektu placebo przez pozytywne myślenie! Jeśli dbacie o zdrowie, dobrze się odżywiacie, ruszacie się, bierzecie witaminy, suplementy diety i – co ważniejsze – unikacie stresu (np. „lęku” przed wirusem), nawet złapawszy go doznacie przypuszczalnie tylko przeziębienia i/lub lekkiej gorączki.

Jeśli macie osłabiony układ odpornościowy, jako wsparcie dla was zadziała otaczanie się kochającą rodziną, przyjaciółmi, przyrodą, pozytywnymi myślami, a także rozwiązania, których używacie dla swojego dobrostanu. Słuchanie intuicji w kwestii rozwiązań najlepszych dla was jest tu kluczem! Chodzi o to, że tylko skorzystacie na trzymaniu się z dala od lęku i wspieraniu siebie w sposoby, z którymi czujecie się najlepiej niezależnie od tego, kim jesteście i jakie macie zdrowie.

Pamiętajcie, proszę, prawdę fizyki kwantowej, najbardziej prawdziwej ze wszystkich nauk na tej planecie: świadomość tworzy wasze życie! Jesteście świadomi choroby… czy zdrowia? Życzę wam wszystkim zdrowia, szczęścia i harmonii.

Z miłością i światłem,
Bruce H. Lipton

Bezpieczeństwo i higiena życia

Pewne sytuacje, np. wypadki, mogą być poważne w skutkach i skomplikować nawet resztę życia. Zazwyczaj dochodzi do nich przez niedbalstwo lub niewiedzę i, co może zaskakiwać, w domu. Stąd też dzisiejszy tekst dotyczy mocno tego miejsca, a traktuje o bezpieczeństwie i higienie życia, czyli po prostu jak chronić się przed ww. sytuacjami. To często wskazówki, które już gdzieś się słyszało, ale pojedynczo i z czasem być może zapomniało. Tu postanowiłem zebrać je w jednym miejscu dla łatwiejszego dostępu.

1. Przed wyjazdem, np. na urlop, zakręć wodę i gaz w domu. Zabezpiecz też wszystko, co może zostać uszkodzone lub zaginąć w czasie twojej nieobecności, np. z balkonu przenieś do domu przedmioty, które mógłby porwać zbyt mocny wiatr.

2. Po zakończeniu prania zakręć zawór dostarczający wodę do pralki. Otwarty grozi zalaniem domu.

3. Nie używaj urządzeń elektrycznych w trakcie kąpieli. Woda przewodzi prąd i jeśli spadnie do niej np. włączona suszarka do włosów, może zabić.

4. Jeśli używasz kuchenki gazowej, zawsze sprawdź, czy na pewno zapaliłeś gaz po odkręceniu go na danym palniku. Jeśli na zewnątrz jest mocny wiatr, a w kuchni w trakcie gotowania otwarte okno, sprawdź, czy wiatr nie zgasił płomienia. Inaczej gromadzący się, a niespalony gaz grozi wybuchem.

5. Jeśli odpalasz auto w garażu, rób to tylko w dosyć dobrze wentylowanym. Nigdy w zamkniętym, bo możesz śmiertelnie zatruć się tlenkiem węgla (CO) ze spalin, który jest bezwonny i bezbarwny.

6. Ostrożnie używaj ostrych narzędzi mając stabilną pozycję ciała. Zwłaszcza nożyczkami tnij i nożem strugaj zawsze od siebie, nie do, bo możesz się skaleczyć.

7. Gdy potrzebujesz dostać np. do szafki pod sufitem, stawaj na drabinie, a nie stołku, krześle czy jakimś meblu – najczęściej nie są przystosowane do tego i mogą rozpaść się pod twoim ciężarem.

8. Rzeczy odkładaj na swoje miejsce. Nie zostawiaj ich byle gdzie, a zwłaszcza na podłodze, tak że można potknąć się o nie.

9. Zapewnij sobie sprzęt, który czasem może się przydać (zwłaszcza w nagłej sytuacji), ale gdy jest potrzebny to jak zwykle go nie ma. Przykładowo na wypadek przerwy w dostawie prądu miej naładowaną latarkę lub świeczkę z zapałkami/zapalniczką.

10. W nocy używaj światła. Nie chodź po omacku – to ryzyko zrobienia sobie krzywdy, np. potknięcia się o coś. W razie potrzeby oświetl dany obszar latarką, a zwłaszcza ciemną strefę od jednego źródła światła do drugiego, bez żadnych źródeł po drodze.

11. Miej świadomość, z jakimi substancjami masz do czynienia i jakie są ich właściwości. W tym celu zwłaszcza czytaj etykiety na opakowaniach (i nie lekceważ ostrzeżeń na nich), a w razie potrzeby znajdź w Internecie więcej informacji. Uważaj szczególnie z substancjami toksycznymi i/lub żrącymi.

12. W pracach, które grożą odpryskami, skaleczeniem, stłuczeniem itp. używaj ochronnych okularów, rękawic i/lub innych zabezpieczeń, które uznasz za niezbędne. Trzeźwo oceniaj ochronę, której potrzebujesz. Lepiej nawet trochę przesadzić z bezpieczeństwem niż zrobić sobie krzywdę.

13. Uważaj na odpryski z pił łańcuchowych, kosiarek i podkaszarek (zwłaszcza na końcówki ostatnich skierowane ku twojej twarzy, skąd z dużą prędkością może wylecieć np. mały kamyk). Ich operatorzy najczęściej mają ochronne maski czy okulary, ale postronni już nie. Jeśli przechodzisz obok któregoś z tych urządzeń, odwróć twarz od niego i/lub osłoń jej bok pionowo ustawioną dłonią (po zewnętrznej oka). Chroń zwłaszcza oczy.

14. Jeśli idziesz na spotkanie, gdzie będzie alkohol, uprzednio zaplanuj bezpieczny czas po nim. Przykładowe scenariusze:
a. gospodarz cię przenocuje i po wytrzeźwieniu wrócisz sam
b. ktoś przyjedzie po ciebie
c. weźmiesz taksówkę.

Po wypiciu nie wsiadaj za kierownicę ani nie decyduj się na samodzielny pieszy powrót do domu (zwłaszcza zimą – ryzyko zamarznięcia).


15. Przewiduj, co może się zdarzyć w twoim otoczeniu. Jeśli np. widzisz, że dwójka ludzi zapatrzonych w smartfony idzie wprost na siebie, nie bądź trzecim, który dołączy do zderzenia, lecz stań lub omiń ich.

16. Bądź rozsądny w ruchu ulicznym. Gdy idziesz lub jedziesz, większość uwagi poświęcaj tej właśnie czynności. Ty popatrzysz np. na smartfon, ale on nie popatrzy twoimi oczami za ciebie, a tym bardziej nie obsłuży bezpiecznie twoich nóg czy pojazdu. Smartfon lub inne urządzenia obsługuj przede wszystkim na postoju, np. na światłach. Więcej zachowań, których unikać w ruchu drogowym znajdziesz w tym tekście. Bądź też rozsądnie widoczny jako pieszy czy rowerzysta. Więcej na te tematy w „Bądź widoczny po zmroku” i „Światłach na rower”.

17. Jeśli masz zwierzaka, przewiduj jego reakcje na różne bodźce i czy choćby jeden nowy nie zmieni całkiem jego zachowania. Pamiętaj, że odpowiadasz za niego. Jeśli przykładowo jesteś z psem na spacerze przy ulicy, a po jej drugiej stronie nagle pojawi się rowerzysta, dopilnuj, aby podopieczny był przy tobie. Na widok jadącego roweru pies potrafi jak oszalały podbiec do niego i obszczekiwać nie bacząc na nic, w tym zwłaszcza na komendy właściciela czy jadący samochód, który może go łatwo zabić. Takie zwierzę nie ma nic wspólnego z posłusznym czy słodkim pieskiem, który przyjaźnie merda ogonem, chce być głaskany czy bawić się.

18. Pilnuj swojej własności. Nie bądź okazją, która czyni złodzieja. Przykładowo nie noś portfela w tylnej kieszeni spodni, gdzie dumnie wystając tylko czeka na capnięcie z wyczuciem czy rozpiętej torebki z tyłu ciała, skąd wprawiony petent łatwo wyjmie, co tylko zechce. Temat działania złodziei jest bardzo szeroki, więc w razie potrzeby zgłęb go.

19. Unikaj niebezpiecznych miejsc. Jeśli np. znajomy zaprasza cię do taniej knajpy, ale słynącej z obecności mętnych gości, zaproponuj inne miejsce spotkania lub odmów.

20. W razie potrzeby dowiedz się, co jest głównymi przyczynami wypadków, o których najczęściej słyszysz i stosuj rozwiązania – są gwarancją bezpieczeństwa i higieny życia.

Starość radość – Antoni Huczyński

Seniorzy, którzy jak na swój wiek cieszą się dobrym zdrowiem i w ogóle życiem zagoszczą czasem w mediach, a najczęściej jako ewenement. Jednym z nich jest Antoni Huczyński, „dziarski dziadek” rocznik 1922, który w webinarze poniżej przekazuje swój sposób na długowieczność. Jest to pozycja obowiązkowa dla każdego, kto szuka odmiany od „starości nie radości”. Bo kto powiedział, że tylko taka być może?

 

Jak być bardziej ekologicznym

O ekologii od dość dawna się mówi, ale za mało robi. W tym tekście garść propozycji (z których sporo można używać od zaraz) dla każdego, kto chce zrobić coś dla niej. Wszelkie produkty, usługi i firmy wymieniam tylko jako przykłady, nie jako kryptoreklamę – nie mam żadnego zysku z ich promocji ani sprzedaży.

  1. W miarę możliwości kupuj produkty bez opakowań i zbędnych wizualnych dodatków. Jeśli np. chcesz ciastka, poszukaj ich na wagę. Może ma je sklep sąsiedni temu, gdzie zazwyczaj robisz zakupy. Warzywa i owoce bierz niezawijane w folie i bez naklejek na skórce.
  1. Używaj tych samych kontenerów na te same produkty. Po co brać za każdym razem nowe, a zwłaszcza worki foliowe? Od lat są głosy za ograniczeniem ich w sklepach, ale dotąd mało tu wskórano. Taki worek jest jednak dosyć mocny i bez zbędnych przeciążeń, np. celowego szarpania, wypychania po brzegi, wytrzyma długo, a w razie potrzeby łatwo o nowy. Torebki mogą być też z innych materiałów, np. bawełny czy kombuchy (z niej Róża Rutkowska stworzyła nawet jadalne).

    Przykładowe produkty, które mogą mieć te same kontenery – pieczywo (niesłodkie, żeby nie sklejało ścianek, np. drożdżówki), owoce, warzywa, kasze, ale inwencja zależy tylko od ciebie. Ważne odróżniać, na co jest dany kontener, np. oznaczyć go naklejką z jakąś literą czy napisem. Warzywa i owoce, których części mogą przerwać worek foliowy, np. ogony jabłek czy pomidorów, dobrze pozbawić tychże przed włożeniem. Na kiszoną kapustę czy ogórki można używać zamykanych plastikowych pojemników lub słoików.

    Torby, w których nosisz zakupy też mogą być te same – byle dosyć wytrzymałe. Po co za każdym razem brać nowe reklamówki jeszcze wydłużając kolejkę (kasjer musi je przecież policzyć) i płacąc za nie?

  1. Nie kupuj zbędnych rzeczy, których tak naprawdę nie chcesz. Unikniesz w ten sposób wyrzucania ich, bo zwłaszcza znudziły ci się i/lub nie miałeś co z nimi zrobić – sprzedać się nie opłacało, a za darmo szkoda było oddać. W obu wypadkach byłaby za duża strata. Jeśli nie jesteś pewien, czy czegoś naprawdę chcesz, upewnij się o możliwości zwrotu tego, po czym kup, ale zachowaj paragon – jest niezbędny do zwrotu (pilnuj jego terminu), a także reklamacji.

    Nie ulegaj Czarnym Piątkom ani innym głupim sposobom promocji nadkonsumpcji. Odpowiedz sobie na pytanie, co sprawia ci większe szczęście – używać tego, co już masz i co cię cieszy czy kupować coraz więcej (bo zwłaszcza tanie) i nie używać tego (prawie) wcale?

  1. Zobacz, jak jeszcze możesz ograniczyć ilość śmieci, które produkujesz. Po wyrzuceniu znikną co prawda z twojego śmietnika, ale nie znikną od razu całkiem. Mniejszy problem jest z tymi, które ulegają biodegradacji (z czasem rozłożą się same), ale większy z tymi, które jej nie ulegają – te trzeba jeszcze odpowiednio przetworzyć, co też ma pewien wpływ na środowisko.
  1. Sortuj odpady, na ile możesz. Tak ułatwiasz ich przetworzenie.
  1. Śmieci wyrzucaj do śmietnika. To niby oczywiste, ale lepiej wspomnieć na zaś. Rów, droga, krzaki, las czy plaża to nie śmietnik. Dużo ładniej wygląda i lepszą atmosferę tworzy miejsce czyste niż brudne choćby jednym śmieciem.
  1. Zgłaszaj dzikie wysypiska odpowiednim instytucjom. Bez usunięcia niektóre śmieci mogą tam zalegać jeszcze setki lat. Jeśli po twoim zgłoszeniu dane wysypisko zostałoby nietknięte, byłby to też plus, bo wyszłoby niedbalstwo instytucji odpowiedzialnej za jego usunięcie i tę sprawę też można skierować dalej.
  1. Dodaj do auta instalację wodorotlenową (HHO), co oferuje np. ten zakład w Bielsku-Białej. Jeśli w ciągu 2 tygodni instalacja nie spełni oczekiwań klienta, dostanie zwrot pieniędzy i zapłaci 300 zł za jej demontaż. Jest to oczywiście koszt, ale za odwracalność prac. Dziś HHO pozwala na oszczędzanie paliwa kopalnego (do 50% – zależy od konkretnej instalacji i silnika) przy jednoczesnym wzroście mocy i niewykluczone, że w przyszłości zostanie powszechnym samodzielnym paliwem.

    Byłaby to dobra alternatywa dla aut spalinowych, a także elektrycznych, których obecne problemy to nadal mały zasięg, ładowanie z brudnego prądu z gniazdka i konieczność utylizacji zużytych akumulatorów. Dodać trzeba, że w ogóle samochód nie jest tworem ekologicznym, ale ułatwia życie (w pewnych zadaniach jest wręcz niezbędny), więc jeśli już to warto jeździć jak najbardziej przyjaznym środowisku.

  1. Mając dom wolnostojący zainwestuj we własny czysty prąd, wodę i/lub ogrzewanie ze źródeł odnawialnych. Zwłaszcza prądu i ciepła nie da się wiecznie pozyskiwać z węgla (i to od zewnętrznych dostawców), bo:
    1. masowo używany powoduje smog
    2. jako zasób nieodnawialny skończy się w którymś momencie
    3. w zależności od różnej sytuacji politycznej, społecznej, rynkowej i/lub pogodowej trudno oczekiwać wiecznych stabilnych dostaw z zewnątrz. W którymś momencie mogą ustać i powodem tego nie musi być np. apokalipsa czy światowa wojna jądrowa.

    Dlatego warto jak najszybciej przejść na swój zdrowszy prąd, wodę i/lub ogrzewanie – przynajmniej jako drugorzędne (awaryjne) ich źródła po tych od zewnętrznych firm. To przejście może być dużym wydatkiem na raz, ale da skutki na lata. Jest też, można powiedzieć, koniecznością dla każdego człowieka, który obok większej ekologii poważnie traktuje kwestię stabilności ww. mediów we własnym domu.

  1. Mając nieruchomość, na której zbierają się suche liście nie pal ich. Powstają z nich wtedy bardzo szkodliwe związki. Zamiast tego dawaj je do kompostownika – swojego lub cudzego – który dostarczy nawozu dużo zdrowszego niż ww. substancje. Innym sposobem jest przeznaczenie liści do biogazowni – także swojej lub cudzej – która wytworzy z nich prąd i/lub ciepło.
  1. Nie wypalaj traw. Pozwól im normalnie rosnąć, same sobie poradzą bez ognia. Ich wypalenie zresztą nic nie porządkuje, wręcz odwrotnie – bardzo bałagani, bo niszczy środowisko (czasem też mienie), smrodzi, zostawia krajobraz jak po wojnie i tworzy zbędne akcje straży ogniowej, które kosztują.
  1. Śledź ekonowinki i zacznij używać tych, które ci pasują. Rozwiązania ekologiczne powstają cały czas i warto być choć jako tako na bieżąco. Pomagają one rozwiązywać coraz to nowe problemy, które kiedyś zdawały się duże. Jako przykład podam Smart Cara – urządzenie, które w ciągu kilku godzin zamienia śmieci organiczne w naturalny nawóz. Oczywiście nikt nie zmusza do kupna, ale jakby co takie urządzenie już jest.
  1. Bądź pewien, że twoje ekowysiłki też się liczą. Nie ulegaj poczuciu, że ta planeta jest już stracona, bo tak mocno zanieczyszczana każdego dnia, że już nic nie da się z tym zrobić, że twoje wysiłki są daremne itp. Nie wiesz jednak, ilu ludzi już od jakiegoś czasu działa ekologicznie, a razem może być ich mnóstwo – dużo więcej niż sądzisz. Razem ich praca może więc dawać wspaniały efekt. Takie podejście jest do przyjęcia bardziej na przeczucie niż na widzialne dowody. 
  1. Chwal siebie za ekopostawę. Dziękuj sobie, że ją masz – jest tego jak najbardziej godna. Jeśli np. widzisz dorodne zdrowe drzewo, miej świadomość, że jest takie pośrednio lub bezpośrednio właśnie dzięki niej.
  1. Nie bądź ekoświrem na pokaz. Konsekwentne ekodziałanie i to niekoniecznie w świetle jupiterów sprawdza się dużo lepiej. Nie zawsze trzeba np. przykuwać się do drzew ku ich ratunkowi przed wycięciem, co zamiast promować ekologię spowodować może bardziej drwiny z niej.
  1. Podsuń ten tekst innym pasjonatom ekologii, których znasz. Może coś ich zainteresuje. Ekologia w czynie nadal nie jest stałym gościem głównych mediów, więc poczta pantoflowa pozostaje jednym z jej głównych kanałów.

Pora na przeziębienia

Sezon jesień-wiosna to żniwa na przeziębienia z jednej prostej przyczyny: ubierania się za lekko. Wystarczy spojrzeć na co dzień, ilu ludzi chodzi czy stoi na przystankach skurczonych z zimna – zwłaszcza bez czapek czy rękawiczek. Jeśli do tego dochodzi przeskakiwanie z rozgrzanego pomieszczenia/samochodu na zimne zewnątrz i z powrotem (żeby szybko coś zrobić, np. wypłacić pieniądze z bankomatu), tym łatwiej o przeziębienie.

Zbyt skąpe odzienie może wynikać z:
1. chęci modnego czy eleganckiego wyglądu. Przykładowo czapka zimowa modną fryzurę może (tylko) przykryć lub (w najgorszym razie) zniszczyć, ale zapewni też ciepło i ochronę przed przewianiem. Moda czy zdrowie? Pierwsza dziś jest promowana taka, a za rok inna, natomiast drugie można pogorszyć sobie znacznie szybciej. Nie jest jednocześnie tak, że zawsze albo jedno, albo drugie. Zazwyczaj da się znaleźć kompromis – klasyczne ubrania, które i nieźle wyglądają, i nieźle grzeją
2. pośpiechu. Ciągle brak czasu na ubranie się we właściwy termicznie strój, a często też miejsca (np. w kieszeni) na przechowanie zdjętej czapki czy rękawiczek. W efekcie zostają w domu
3. postrzegania takiego stroju jako coś złego, np. bycie mięczakiem. Tylko twardziele chodzą bez czapek i rękawiczek, a mało kto patrzy już na to, że w pewnych warunkach oni też mogą zmarznąć.

Przy okazji warto określić, co wpływa na ww. właściwy strój:
1. zachmurzenie/nasłonecznienie
2. wiatr
3. opady/suchość
4. temperatura (zwłaszcza odczuwalna, na którą wpływają mocno trzy powyższe, a nie ta na ciepłomierzu)
5. ciepłolubność/zimnolubność/neutralność termiczna człowieka
6. rodzaj wykonywanej czynności
7. miejsce, w którym człowiek przebywa
8. cechy noszonego materiału, np. wodoodporność, oddychalność, komfort termiczny przy jego zmoknięciu/nasiąknięciu potem (wychładza czy nadal grzeje)
9. ilość warstw.

Przykładowo patrząc na bezchmurne niebo za oknem można mieć wrażenie, że jest ciepło i na górę ciała starczy koszulka z bluzą polarową. Zerknięcie na termometr ze słupkiem rtęci przy -5 i drzewa, które dość mocno gną się od wiatru może jednak skorygować taki pomysł. Właśnie przez spory wiatr temperatura odczuwalna będzie znacząco niższa niż ta ujemna piątka na ciepłomierzu, mimo że dużo Słońca robi dobre wrażenie ciepła. Warto więc dodać do ubioru kurtkę, czapkę i rękawiczki.