Archiwa blogu

Tęsknota za dzieckiem w dorosłym

Dzieciństwo bywa czasem zabawy i beztroski. W sensie wieku nie trwa jednak wiecznie i w którymś momencie jego czas przemija, przychodzi za to ten na dorosłość.

Jej synonimem jest słynna 18-stka, osiemnaste urodziny, tak mocno oczekiwane przez niektórych, bo jawią się zarazem jako synonim wielu możliwości. Wreszcie legalnie można np. kupować alkohol, papierosy, zrobić prawo jazdy czy głosować. W dorosłości dobrze byłoby też (i to jak najszybciej) znaleźć pracę, wziąć ślub i spłodzić potomstwo, żeby dzięki niemu kiedyś doczekać się wnuków.

Świeżo upieczony dorosły potrafi rzucić się w wir korzystania z dorosłości do woli. Na początku jest fajnie, zwłaszcza dzięki osiąganiu coraz to kolejnych jej celów z listy, które dają poczucie spełnienia i są miłymi nowościami. Lata jednak mijają, a dorosłość potrafi stać się zbyt uciążliwa i nieprzyjemna, np. powodować sporo zmęczenia życiem czy rozdrażnienia. Wówczas bledną te wszystkie świetlane możliwości, które miała dawać, a kryteria zawodowe i rodzinne, które udaje się spełniać nie dają już tak dużej satysfakcji.

Dlaczego?

Czego zabrakło w równaniu życia?

Mogło różnych składników, ale tu chcę skupić się na jednym – pielęgnacji dziecka w sobie bez względu na wiek. Nie w sensie dosłownym, np. zabaw z grabkami i wiaderkiem w piaskownicy w wieku 90 lat, ale przenośnym.

Ciekawość świata, radość (cieszenie się, pogoda ducha), kreatywność, swoboda (nieskrępowanie konwenansami), entuzjazm (zaangażowanie w wykonywaną czynność) – za takimi cechami potrafi tęsknić dorosły, który dziecko w sobie tłumi, ale tak naprawdę tęskni do niego. Stąd potrafi patrząc na czyjeś mówić, że jest np. słodkie czy aniołkiem.

Wejście w dorosłość nie musi jednak być równoznaczne z wyzbyciem się dziecka w sobie, żeby zrobić miejsce (odpowiednio zamiast cech wcześniejszych):
– zamknięciu na świat
– zgorzkniałości, śmiertelnej powadze, rozdrażnieniu
– schematyczności
– skrępowaniu
– wyjałowieniu.

Na człowieka z częścią takich cech można użyć określenia „zdziadziały” – dziad, którego (prawie) nic nie cieszy, za to (prawie) wszystko wnerwia. Mówiąc dosłownie nie musi być jednak dziadem podeszłym w latach, bo równie dobrze może być  w średnim wieku albo nawet nastolatkiem. Zdziadzenie nie jest zależne od wieku, a od tłumienia dziecka w sobie.

Tęsknisz czasem do własnego dzieciństwa?

Wspominasz je jako wspaniały okres w twoim życiu czy raj utracony?

Może warto więc wrócić do cech tamtego czasu i napełnić nimi swoje życie na nowo?

Jeśli nadal umiesz przywołać je w myślach, umiesz też na pewno zrobić to napełnienie. Nie stłumiłeś dziecka w sobie całkowicie. Jest ono nadal żywe na tyle, żeby być może wnieść nową lepszą jakość w twoje życie.

Na koniec krótka historia, której byłem świadkiem kilka miesięcy temu. Rozrzewniająca – to słowo najlepiej mi ją opisuje.

Otóż szedłem przejściem podziemnym (płaski wiadukt, kilkadziesiąt metrów długości) pod ruchliwą trasą, gdzie z naprzeciwka mijałem matkę z kilkuletnim dzieckiem, nie było akurat innych ludzi. Gdy byłem kilka metrów od nich, dziecko zaczęło wesoło podskakiwać (naprzód, z nogi na nogę), a po chwili matka razem z nim. Po nim – kilkuletnim – spodziewałbym się tego, ale po niej? Nie i przez to w pierwszej chwili aż oniemiałem z wrażenia, że ona – babka, z twarzy jakieś trzydzieści kilka lat – tak sobie skacze. Bardzo rzadko wcześniej widywałem takie dziecięce zabawy dorosłych. W drugiej chwili jednak, po kilkunastu krokach, pomyślałem, że po prostu zachowała dziecko w sobie na tyle, że bez krępacji umie poskakać wesoło z własnym. Nie ma więc co aż niemieć.

Reklamy

Dzięki czemu czujesz, że żyjesz?

Optymalnemu dla ciebie tempu życia?

Kontaktowi z osobą, którą bardzo lubisz?

Spacerom?

Jeździe rowerem?

Kontemplacji krajobrazu?

Fotografowaniu?

Tańcowi?

Śpiewowi?

Cokolwiek to jest, warto to robić, bo to właśnie takie rzeczy dodają życiu uroku. To właśnie one często odróżniają wegetację od życia z jakąś większą frajdą i poczuciem jakiegoś większego sensu.