Archiwa blogu

O związku słów kilka

Związek człowieka z człowiekiem to jeden z chodliwych tematów, od zawsze na czasie i regularnie wraca jak bumerang. Dziś swoją refleksyjną cegiełkę do niego wniosę i ja.

Formalny, nieformalny, partnerski, małżeński czy jeszcze inny – związek potrafi być przeróżny, jeden drugiemu nierówny. Człowiek potrafi jednak mieć duże parcie na niego, tworzyć go za wszelką cenę, ale niekoniecznie słusznie – w niewłaściwej relacji okaz przynajmniej niezłego zdrowia potrafi skończyć jako wrak psychiczny lub fizyczny.

Warto więc najpierw odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie: po co mi tak naprawdę związek? Przykłady odpowiedzi:
1. żeby mieć kogokolwiek, bo każdy związek jest lepszy niż samotność
2. żeby zagłuszyć jakąś wewnętrzną pustkę
3. żeby poprawić sobie samoocenę
4. żeby stworzyć z kimś coś wartościowego. Jeśli tak to co konkretnie?
5. żeby doświadczać bliskości psychicznej i/lub fizycznej.

Jeśli brak jest dosyć sensownych powodów, lepiej już być samemu, nie mylić z totalnym opuszczeniem przez wszystkich ludzi i cierpieniem przez to. Chodzi tu o świadome bycie kawalerem/panną, dziś często nazywane singlem/singielką. Tak rozumiana samotność z wyboru może wymagać więcej samopoznania niż związek na siłę, ale ono może jednocześnie pokazać człowiekowi, że sam może zdziałać w wielu sferach więcej niż z kimś.

Teraz sprawy znaczeniowe z dużą rolą dosłowności. Związek to pewna więź z drugą osobą, ale przez to może być też związaniem, pętami. Jest to więc pewne ograniczenie, które może przeszkadzać zwłaszcza ludziom lubiącym dużo swobody i niezależności – szczególnie im warto się zastanowić, czy taka relacja ma sens.

Druga połówka/połowa – tak określa się czasem współtwórcę związku. Ktoś może szukać drugiej połówki lub już ją mieć, ale przecież sam nie jest połowiczny. Jest kompletny, jest całością i nie musi dosłownie szukać brakującej części dla uzupełnienia siebie, bo czegoś mu brakuje (i być może właśnie przez to cierpi, przez taką połowiczną definicję siebie). Jeśli byłoby to cierpienie, można inaczej zdefiniować współtwórcę, np. jako osobę do robienia razem fajnych rzeczy.

W kontekście związku pojawia się czasem pytanie „czego pragną kobiety/mężczyźni?”. Jest postawione źle, bo odpowiedź na nie dotyczy stanowczo zbyt dużej ilości ludzi. Jeśli spytać by całą męską czy żeńską płeć na Ziemi o jej pragnienia, powstałby całkowicie niespójny ich obraz, bo różni ludzie pragnęliby zbyt różnych rzeczy, niemożliwych do sprowadzenia do wspólnego mianownika.

Nie ma co też pytać „czego on/ona pragnie?” w sensie jak uszczęśliwiać drugą osobę zapominając o sobie. Takie postawienie sprawy to wyzbywanie się własnego szczęścia, co gorsza, na własne życzenie.

Najtrafniej postawionym pytaniem jest tu „czego pragniemy oboje?”, tzn. ja plus druga osoba. Chodzi w końcu o konkretny związek i zadbanie również o siebie.

Podstawą do związku bywa zakochanie, które internetowa wersja Słownika Języka Polskiego PWN (sjp.pwn.pl) definiuje jako „miłość do kogoś”. Z kolei „miłość” może mieć tak wiele różnych znaczeń, że warto sprecyzować ją we własnym przypadku, np. namiętność, erotyka, seks, zrównoważone uczucie, bliskość, poświęcenie, zrozumienie, sapioseksualizm, miłość platoniczna, flirt, gierki. Bez takiej precyzji łatwo o niedopasowanie z drugą osobą, bo może rozumieć to słowo zupełnie inaczej.

Zakochać się (i to bardzo mocno) można nie w kimś ogólnie jako całości, a jedynie w jego części i to nawet małej, np. części ciała czy garderoby. Taka miłość potrafi ogłupiać, wypaczać prawdziwy obraz drugiego człowieka – na podstawie jednej części czynić go idealnym w każdej, gdy takim nie jest. Niemiłe rozczarowanie pojawia się natomiast po przebudzeniu, że poza idealizowanym aspektem są też np. charakter, zachowania, przekonania, które mają pewne wady, może nawet rażące na jego tle. Dobrze jest więc dbać o zdrowe postrzeganie drugiej osoby, balans między rozsądkiem a uczuciem.

Warto też mieć trochę życia bez niej rozumiejąc to jako obustronną naturalną potrzebę (nie od razu koniec miłości), a nie tylko wszystko i wszędzie razem. Przez brak takiej swobody nawet najbardziej towarzyski i/lub uczuciowy człowiek może w końcu poczuć się osaczony czy zacząć dusić, a to nie sprzyja udanej relacji.

Związek może mieć różny staż. Jeśli w planach jest długi, warto odpowiedzieć sobie na pytanie „gdzie widzę siebie z tą osobą za 5/10/20/więcej lat?”. Ważne, czy jest jego dokładna wizja, zwłaszcza wspólnych płaszczyzn – jej brak może go znacząco skrócić. Chodzi tu zwłaszcza o romantyczny związek, częsty rodzaj. Jak długo starczy pomysłów i sił na romantyczne prezenty, kolacje, wieczory, wyjścia do kina, teatru, wyjazdy do Paryża? Jeśli to wszystko kiedyś się znudzi, co wtedy – zmiana charakteru związku czy jego koniec?

Różne są pomysły związane jakoś ze związkiem. Podzielę się jednym, na który kiedyś się natknąłem (nie jest to cytat): kobieta powinna sprawiać, żeby jej mężczyzna ciągle miał wrażenie, że nie zdobył jej ostatecznie.

Przytaczam go w celu komentarza: cały ten pomysł zdobywania kogokolwiek (płeć obojętna) nie ma większego sensu. Zdobywać to można punkty, a co to za frajda być z kimś, z kim relacja jest ciągle niepewna, bo nie został ostatecznie zdobyty? Żadna, bo taka osoba może zawsze odejść z byle powodu. Cała frajda polega natomiast na obustronnej wierności – tym, że jest bliski człowiek, który naturalnie (stabilnie, bez musu zdobywania) chce fajnego kontaktu i dostaje to samo.

Poza tym czy kobieta, która nie sprawia wrażenia wyżej będzie łatwa, a zwłaszcza od razu puszczać się z każdym? Czy będzie też omijana szerokim łukiem przez absolutnie wszystkich mężczyzn, bo nie jest trudna = atrakcyjna i nie mogą zdobywać jej jakimiś wymyślnymi sposobami? Nie lubię takiego stawiania łatwości. Za trafniejsze uważam postrzeganie kobiety jako łatwej, gdy łatwo jest mieć z nią upragniony kontakt (po prostu) i nie musi tu chodzić tylko/zwłaszcza o seks.

Portale społecznościowe – obserwacje po latach

W tym tekście trochę moich spostrzeżeń po latach do różnych portali społecznościowych. Na niektórych byłem kiedyś, a na innych jestem nadal.

Read the rest of this entry

Polska historia

Tym razem trochę przemyśleń o historii Polski.

Jej dobre epizody potrafią być idealizowane, wyolbrzymiane czy utrwalane w mitach, a złe ukrywane (jako niechlubne czy wręcz tabu) lub upiększane tak, żeby wypadały lepiej. Oba typy są jednak jej częścią takie, jakie są, jakimi się wydarzyły (przedstawione zgodnie z prawdą), a jakakolwiek ich celowa zmiana fałszuje historię.

Bywa ona jednak różnie postrzegana i te różnice są źródłem wielu istniejących sporów historycznych Polski z innymi krajami. Jeśli kiedykolwiek mają zostać rozwiązane, trzeba zacząć od zaraz i robić to na bieżąco, bo czas ciągle płynie i zapisuje kolejne zdarzenia w historii, a wraz z nimi potencjalne kolejne spory. Bez takiego działania nigdy nie dałoby się ich rozwiązać.

Trzeba też szczerze chcieć je rozwiązać. O to Polsce może być o tyle trudno, że w swojej historii była wielokrotnie krzywdzona, poniżana czy wystawiana do wiatru, o co potrafi mieć duże poczucie krzywdy i wiele pretensji do innych państw.

Tych negatywnych rzeczy nie doświadczała jednak bez przyczyny. Jedną z ich głównych przyczyn jest mesjanizm Adama Mickiewicza, utrwalany przez pokolenia w głowach Polaków. Mickiewicz uczynił z Polski Chrystusa, który miał umrzeć za narody świata (męczeństwo, które znalazło duży oddźwięk w kraju), a sam został później uznany za jednego z polskich wieszczy narodowych.

Czy jednak taka mordercza koncepcja powinna kiedykolwiek znaleźć taki oddźwięk? Zwłaszcza w kraju pod zaborami, który chciał odzyskać niepodległość? I czy jej twórca powinien kiedykolwiek stać się wieszczem narodowym, zyskać tak ważną rolę?

Stawiając te pytania z perspektywy czasu, dwa wieki później, można odpowiedzieć, że zdecydowanie nie, bo Polska powinna była zwłaszcza wybrać zupełnie inny, bardziej zrównoważony przepis na swój los.

Wówczas jednak wybrała mesjanizm, ale ten zbiera swoje męczeńskie żniwo przez kolejne pokolenia aż po dzisiejsze. Jego skutki to np.:
– wiele przegranych powstań i represje na ich uczestnikach
– okupacja Polski podczas drugiej wojny światowej i za PRL-u
– mnóstwo ofiar w ogólnej walce Polski o niepodległość
– stanowczo za mało stabilnych i dobrze płatnych miejsc pracy (męczenie się finansowo)
– wiele negatywnego podejścia, np. niechęci, wrogości, różnych kręgów społecznych w Polsce wobec siebie nawzajem. Tak męczą się własną obecnością na terytorium jednego kraju
– narzekanie, które wynika z ogólnego zmęczenia męczeńską historią
– wiele niekorzystnych politycznie decyzji dla Polski na arenie międzynarodowej.

Historia już się wydarzyła i nie cofnie się jej, ale dzięki teraźniejszości można stworzyć lepszą przyszłość niż mesjańska, co jak najbardziej warto zrobić. W imię Chrystusa narodów zginęło już stanowczo za dużo Polaków i bezsensem jest, żeby ginęli kolejni. Bezsensem jest czynić z Polski cmentarz większy niż jest dziś, a można nieładnie powiedzieć, że wręcz stoi trupami.

Jest też już stanowczo za dużo smutnych, krwawych czy tragicznych dat do upamiętniania i bezsensem jest dodawać kolejne takie do kalendarza. Kiepsko byłoby doczekać czasów, żeby dosłownie każdy dzień był datą tego typu i nie było nic radosnego do świętowania w polskiej historii.

Jeszcze ostatnia sprawa. Na początku wspomniałem o mitach. Były one tworzone i utrwalane mocno przez literaturę. Przykładem jest opis obrony Jasnej Góry w „Potopie” Henryka Sienkiewicza, który pisał ku pokrzepieniu serc Polaków pod zaborami. Szerzej o mitach i literaturze w XIX i XX w. mówi ten tekst:

http://www.bryk.pl/wypracowania/jezyk_polski/prace_przekrojowe/5891-jak_literatura_polska_xix_lub_xx_wieku_tworzy_i_demaskuje_mity_narodowe.html

Polecam jako uzupełnienie tematu.